skrzynie.com.pl BLOG

Blog bez zgrzytów

Inne

Kradzione nie tuczy … czyli jak zostać paserem

Kradzięż samochody

6.00 – wtorek. Pukanie do drzwi, które nie wskazywało na nic dobrego.
– Kto tam ?
– Policja. Czy Pan Kowalski?
– Tak
– Proszę otworzyć…
To sen, czy może pomyłka – pomyślał Kowalski otwierając drzwi.
– Dzień dobry, przepraszamy za najście. Czy jest Pan właścicielem samochodu VW Passat nr rej. 12345.
– Hmm, tak. – Kowalski wyjrzał przez okno. Passat tak jak wczoraj wieczorem stoi ciągle pod blokiem
– Mamy nakaz zajęcia pojazdu jako dowód, w sprawie kradzieży na terenie Włoch.
Zaspany Kowalski dogrzebał się dowodu rejestracyjnego pokazując go policjantom, po czym stróże prawa skrupulatnie sprawdzili VIN ze swoim nakazem.
– Niestety musimy zarekwirować auto i poprosić Pana o udanie się z nami na komendę.

Po dłuższej wymianie informacji policjanci zgodzili się, że Kowalski zawiezie auto razem z policjantem na komendę.
6 godzin na komendzie, zeznania, oględziny, sesja zdjęciowa i mnóstwo papierów.
Tak Kowalski został nieumyślnym paserem i 50 tyś poszło Kowalskiemu w d*pe.

Wszystko zaczęło się dwa lata wcześniej. Znajomy prowadzący firmę, która sprowadza samochody zaproponował Kowalskiemu auto sprowadzone z Włoch. Pasacik igiełka, kupiony w salonie znanej marki jako samochód używany.Papiery aż pachniały legalem. Tłumacz przysięgły swoim podpisem zatwierdził fakt, że specjaliści od pizzy napisali, iż auto nie posiada żadnych wad prawnych, zajęć i takich tam. We Włoszech taki dokument wydał odpowiednik naszego Wydziału Komunikacji.

Urząd celny pobrał akcyzę, Wydział komunikacji jakieś opłaty recyklingowe i “skromną” opłatę za tablice rejestracyjne. Po miesiącu szczęśliwy Kowalski otrzymał również pełnoprawny dowód rejestracyjny. Wydział Komunikacji przez miesiąc mielił dokumenty sprawdzając zapewne czy kolor samochodu podany przez producenta zgadza się z kolorem deklarowanym przez Kowalskiego. Miesiąc, to jest 30 dni, które panie pracujące za podatki płacone przez Kowalskiego, powinny sprawdzić czy z autem wszystko jest ok. Kowalski przez 2 lata zjeździł autem pół Europy bo chłopina taki zawód ma.

Na przesłuchaniu Kowalskiego policjanci wyznali, że jakby w Austrii czy Niemczech miał kontrolę to do domu zasuwałby z buta, jeśli oczywiście wypuścili by go z aresztu.
Pechowiec kupił auto w 2012, a od 2011 roku auto widniało w rejestrze Schengen jako kradzione i na wszystkich komputerach drogówki VIN świecił się na czerwono, żeby auto zatrzymać.

Urząd Celny zainkasował akcyzę, Urząd Miejski poudawał, że sprawdza dokumenty auta, a jak zwykle przysłowiowy Kowalski ma przes**ne.
Sprawa jest w toku. Od 2 miesięcy Kowalski jeździ kradzionym autem, bo z całej tej pożal się Boże zbieraniny polskich i włoskich urzędników, nasza policja wykazała się zdrowym rozsądkiem i logiką działania, uznając, że po co dobijać chłopa i dopóki sprawa się nie wyjaśni, niech sobie Kowalski jeździ “swoim” samochodem. Ma teraz spory ubaw przy kontroli policyjnej na drodze, mówiąc: “Lepiej niech Pan nie kontroluje tego auta, bo jest kradzione” 🙂 Ma taką karteczkę z policji, że mu wydali czasowo przedmiot przestępstwa.

Nazwisko i marka oczywiście są zmienione, ale sytuacja jest jak najbardziej autentyczna. Prawdopodobnie makaroniarze mają burdel u siebie i auto mogło być skradzione i odzyskane we Włoszech, tylko komuś się zapomniało wykreślić ten pojazd z rejestru aut kradzionych Schengen.

Siedzi teraz Kowalski i zastanawia się na co ta akcyza idzie i co te panie w wydziale komunikacji robią z dokumentami przez miesiąc zanim wydadzą “stały dowód” ?

Cała ta sytuacja powinna Cię nauczyć, że nawet najbardziej legalny zakup samochodu może z Ciebie zrobić pasera, a o zaufaniu do urzędów raczej nie będę wspominał.

I pozostają odwiecznie dwie pewne rzeczy – śmierć i podatki.

Jan Kowalski – przeciętny podatnik.



1 Komentarz

  1. Zadziwiająco wolny przepływ informacji.
    Moja przyjaciółka w niecały tydzień po swoim ślubie rejestrowała samochód. Nie mając jeszcze nowego dowodu, ani aktu małżeństwa podała dane na stare nazwisko i stary dowód. Pani w Urzędzie przejrzała papiery po czym stwierdziła „Oświadczyła Pani nieprawdę. Nie nazywa się Pani Iksińska tylko Igrekowska. Nie wolno kłamać i świadczyć nieprawdy.” Dziewczyna zmieniła nazwisko i cała czerwona wyszła z Urzędu.
    I da się? Niecały tydzień i już informacja się rozeszła.
    Pozdrawiam – przyjaciółka Igrekowskiej.

Zostaw komentarz